art

750 biletów sprzedano w pół minuty – Jak to jest z tym wernisażem Mariny Abramović?

Pierwszy raz o wystawie znanej na całym świecie performerki Mariny Abramović w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu usłyszałam mniej więcej w listopadzie. I od razu postanowiłam: jadę do miasta słynącego z pierników. Zarezerwowałam nocleg w hotelu, zapisałam w kalendarzu, że tego dnia robię sobie wolne i dopiero wtedy zaczęłam się zastanawiać, co z biletem na wernisaż?

Marina Abramović to pochodząca z dawnej Jugosławii artystka, która zasłynęła performersami takimi jak Rytm 0, Thomas Lips, Artystka obecna, oraz prezentowanymi wspólnie ze swoim partnerem Ulayem Relacja w przestrzeni, Nacięcie, Złoto odnalezione przez artystów. Jest rozpoznawalna na całym świecie. O performensie nie mówi się bez mówienia o Marinie. 8 marca 2019 roku będziemy mieli okazję zobaczyć ją na żywo w CSW w ramach projektu The Cleaner, który pozwoli nam poznać twórczość artystki. Jest to zdecydowanie wyjątkowe wydarzenie. Bez wahania zaplanowałam wyjazd, bo kto wie, czy kiedykolwiek będę miała jeszcze okazję zobaczyć Marinę i to w Polsce?

Na wiadomość o biletach musieliśmy chwilę poczekać. Gdy nie mogłam odnaleźć informacji o ich cenie, napisałam bezpośrednio do źródła. Jak tylko dostałam odpowiedź, ustawiłam sobie przypominajkę w telefonie na dzień 28 stycznia 2019 r. przed godziną 12:00. Miałam zamiar polować na ten bilet.

Zanim jednak rozpoczęła się sprzedaż, pojawił się pierwszy zgrzyt związany z nadchodzącym wydarzeniem. CSW szukało performerów do odtwarzania działań Mariny Abramović na wystawie. Podobno chciano im zapłacić 25 euro za udział w całości. Ta stawka wzburzyła ludzi zainteresowanych. Na szczęście pogłoski nie były prawdą, szybko zostały sprostowane.

Kolejny zgrzyt pojawił się w dniu, w którym bilety weszły do sprzedaży i właśnie dlatego powstaje ten post. Nie, nie chcę jako kolejna osoba poskarżyć się na działanie strony CSW, po prostu już nie mogę czytać komenatarzy na facebookowej stronie instytucji kultury. Czy ludzie naprawdę myślą, że 750 sztuk biletów na wernisaż, to tak strasznie dużo? Dodatkowo wzburzył mnie artykuł Sylwi Chutnik opublikowany na stronie mojego (kiedyś) ulubionego tygdnika Wysokie Obcasy. Pisarka zaczyna wypwiedź z przytupem „Chcemy Mariny, ale nie chcemy brać na nią kredytu”, a kończy krytyką wypłacanych honorariów, jakby jej uwadze umknęło sprostowanie. Dlaczego mamy brać kredyt? Wejście na wernisaż kosztuje 50 złotych, spotkanie z artystką następnego dnia od 75 do 500 zł w zależności od miejsca. Samo wejście na wystawę w późniejszym terminie to koszt 25 złotych. I nie są to kwoty kosmicznie wysokie. Tak, wydarzenie ma swoich partnerów, którzy pewnie wsparli finansowo całość, ale mnie te ceny nadal nie szokują. Za bilety do teatru, wernisaże (nie tylko w Polsce) płacimy podobne kwoty. Nawet jeśli są wspierane finansowo przez miasto, w którym się odbywają. Czy te poruszenie dotyczy tego, że większość biletów trafiło do koszyków w trzydzieści sekund?

Bilety można było kupić wyłącznie za pośrednictwem strony internetowej. Żadnego stania w kolejce po wejściówkę przed wydarzeniem, bo nie przewidziano sprzedaży w kasach. Rozeszły się jak świeże bułeczki. Uwierzcie mi, biletów było 750 w wypadku wernisażu, a conajmniej trzy razy tyle osób siedziało o godzinie 12:00, 28 stycznia przed monitorami swoich komputerów, próbując kliknąć jak najszybciej przycisk „kup”. I 750 osób miało szczęście, pozostali żalą się w komentarzach pod postem o wystawie. Podobno bilety można było kupić jeszcze przez jakiś czas, bo część osób nie dokończyła transakcji i niesprzedane wracały do puli. I to też nie było łatwe. Niektórzy widzieli dostęny bilet, klikali „kup”, a wtedy on znikał. Cóż, pewnie setka innych osób też właśnie w to klikała.

Co innego formularz przy zakupie. Nie działał do końca sprawnie, nie wyświetlała się jego część, ale kto był sprytniejszy, użył przycisku „tab” na klawiaturze i mógł bez problemu wpisać swoje dane. Nie wiem, czy ten błąd poprawiono następnego dnia, gdy do sprzedaży weszły bilety na spotkanie z artystką, bo nie byłam zainteresowana zakupem. Chciałam dostać się na wernisaż i udało się, równo o 12:00 kupiłam bilet! Jednak się da, co? I przysięgam nie jestem botem! Czy wylewałabym żale jak inni, gdyby nie udało mi się tego biletu kupić? Nie. Byłabym zawiedziona, ale nie miałabym pretensji do CSW, bo taka sytuacja, przy obleganych wydarzeniach jest conajmniej normalna. Niejednokrotnie nie poszłam na koncert, któregoś z ulubionych wykonawców, bo mój internet nie był tak szybi jak internet innych.

Szczerze nie dziwie się, że osoby, które od co najmniej miesiąca planowały udanie się na wernisaż/spotkanie, czują się zawiedzione. Sama miałam plan B na spędzenie czasu w Toruniu, gdybym nie zdołała kupić biletu. Gdyby jednak wydarzenie nie było biletowane, większości i tak nie udałoby się dostać do środka. Wyobrażacie sobie te kolejki? Na pocieszenie, mogę wam wszystkim obiecać, że na blogu umieszczę relację z tego dnia. Tyle mogę zrobić.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: