Freelance

Moje narzędzia pracy

Siadam przy biurku, szklankę z wodą stawiam na blacie (nawadnianie organizmu to podstawa). Pies, wyraźnie rozczarowany brakiem zabawy (dlaczego moja Pani pracuje, skoro jest w domu?), sięga po projekt z biurka i ucieka z nim w pysku przez cały pokój. Zrywam się, by uratować kartkę z moim rysunkiem. Kot wykorzystuje sytuację, w końcu to się nie zdarza, człowiek zostawiał wodę w zasięgu kociego wzroku! Łapką przewraca szklankę. Szklany blat zaczyna przypominać taflę jeziora.

Jestem fanką rysunku tradycyjnego (najlepiej rysuje się sepią i cienkopisem!), ale na co dzień pracuję w digitalu. Moje narzędzia pracy, dzięki moim cudownym zwierzątkom, przeleżały dobę obłożone ryżem. No dobra. Nie wszystkie. Telefon jest wodoodporny. Na szczęście, Czarko, moja kotka wodna, wylała zawartość szklanki pod takim kątem, że woda tylko lekko drasnęła mój laptop. Wacomowi dostało po całości (ryż działa cuda!). Ipad był w torebce. Bez tych rzeczy moja kariera zakończyłaby się szybciej niż się zaczęła. Mam w życiu jednak farta i mimo zabawy moich zwierzaków nie muszę ponownie inwestować w sprzęt. Oto moje narzędzia pracy, z których korzystam codziennie:

1. Mac Book Air

Mam go od czterech lat i żałuję, że tak późno zdecydowałam się na jego zakup. Od tych czterech lat działa niezawodnie. Jest lekki, a bateria wytrzymuje bardzo długo (kiedyś to było 12 godzin, teraz co najmniej 6 lub 8). Mogę go wrzucić do torby i mieć zawsze przy sobie, nie wadzi tak bardzo, jak moje poprzednie sprzęty. Praktycznie nigdy się z nim nie rozstaję. Mam go na każdym wyjeździe.

Na laptopie piszę notki, umowy, maile, pracuję na programach graficznych, robię research, piszę ogłoszenia, wysyłam oferty. Niezbędne narzędzie do pracy, zdecydowanie.

2. Wacom Intuos 4

To była miłość od pierwszego użycia. Nie każdy, kto rysuje, od razu przyjaźni się z tabletami graficznymi. Mam utalentowaną znajomą (rysuje milion razy lepiej ode mnie), a jednak z wacomem jej się nie układa. Pierwszy raz tablet graficzny użyłam, gdy byłam w liceum plastycznym, w pracowni grafiki komputerowej. Od razu wiedziałam, że chcę mieć taki sam! I dzięki szczodrości moich rodziców (wiecie, że mój Tata i Mama to najlepsi ludzie na całej planecie?) mogłam pozwolić sobie na zakup Intuosa 4, rozmiar L, taki A3, wielki, bo chciałam mieć wielką przestrzeń roboczą. To utrudniało transport, więc gdy przemieszczałam się do różnych miast, zazwyczaj zostawiałam go w domu i przerzucałam się na papier, a po powrocie szkice przekładałam na digital. I to jest największa wada tego sprzętu. Jednak kupiłam go 10 (!!!) lat temu, i wtedy i tak uważałam to za najwspanialszy sprzęt na świecie. Rysowałam na nim długo, uczyłam się digitalu, powstawały na nim moje pierwsze prace. Gdyby nie on, nie pokochałabym digitalu, możliwe, że nie zostałabym ilustratorką.

Do dziś działa, nawet po powodzi spowodowanej zabawą Czarki. To się nazywa niezawodny sprzęt. Wacom to świetna firma, warto było kiedyś wydać te dwa tysiące złotych (chyba muszę się teraz odwdzięczyć rodzicom, co?). Dziś używam go coraz rzadziej, a to dlatego że zastąpiłam go kolejnym, praktyczniejszym narzędziem.

3. iPad Pro 10,5

Naczytałam się o nim w internecie, napatrzyłam jak inni na nim rysują i nie mogłam przestać myśleć o tym, jak bardzo go potrzebuję. Jest drogi. To był jedyny argument przemawiający za tym by nadal rysować tylko na wacomie. Ale przecież tyle razy miałam ochotę rysować siedząc w parku, jadąc pociągiem, będąc wszędzie tam, gdzie użycie tabletu podłączonego do komputera było niepraktyczne. W końcu podjęłam decyzję i kupiłam model Pro 10,5 nie ten najnowszy. Był tańszy. Może najnowszy model jest dużo lepszy, ale postawiłam na oszczędnościową wersję i jestem zachwycona. Zakup iPada zrewolucjonizował moją pracę. Pierwsze wrażenie było jednak inne, gdy go włączyłam, ściągnęłam program i pierwszy raz użyłam piórka… pomyślałam, że wydałam pieniądze na marne i niepotrzebnie zdradziłam wacoma. Ale szybko się nie poddałam. Zaczęłam oglądać tutoriale na youtube i nagle moje życie stało się prostsze. Teraz iPad spoczywa w mojej torbie zawsze, tuż obok laptopa. Rysuję dosłownie wszędzie. I częściej niż kiedykolwiek. I wydaje mi się, że ładniej. Teraz nie mam dnia bez rysowania, a to przecież praktyka czyni mistrza.

4. iPhone

Próbowałam nawet kupić telefon bez jabłka, ale sentyment i przyzwyczajenie sprawiły, że po raz kolejny kupiłam iPhone. Jest on niezawodnym narzędziem pracy! Aktualnie posiadam model Xs, i będę go miała do czasu, aż zbije mi się w nim szybka. Tak to u mnie funkcjonuje. Poprzednie dwa modele straciły szklane ekrany, bo nie mam w zwyczaju nosić telefonu w ochronnym case (chociaż w związku z tym, że aktualnie projektuje case dla polskiej firmy, może zacznę?). Wybrałam iPhone bo ma niezawodny system, żaden z modeli, których używałam, nigdy mi się nie zaciął (przez 7 lat). Ma też świetny aparat i przejrzysty dostęp do kalendarza i notatek. A do tego właśnie go używam: notatki, zdjęcia, edycja fotek, Instagram, zarządzanie stroną moillu na Facebooku.

Proszę tylko o nie piszcie komentarzy, że Samsung jest lepszy (tak zazwyczaj bywa, gdy ktoś wspomina o iPhone). Może jest, ale co mnie to obchodzi?

5. Adobe Photoshop i Procreate

Dwa programy, których używam do rysowania swoich digitalowych prac. Można powiedzieć, że teraz, od kiedy ma iPada, rysuję tylko w Procreate. Photoshopa używam już tylko do sklejenia większych plików, lub dodania tekstu. A szkoda, bo w porównaniu do Procreate jest dużo droższy. Co miesiąc z mojego konta automatycznie jest pobierana opłata większa niż jednorazowy koszt zakupu apki na tablet. W końcu to Adobe i dodatkowo jeden z najlepszych programów do fotografii i grafiki. Nie jestem pewna, czy przedłużę subskrypcję, gdy obecna będzie zbliżała się ku końcowi. To się okaże. Zobaczymy, czy po tylu latach współpracy będę umiała pożegnać się z Photoshopem.

6. Promarkery i kredki Koh I noor Polycolor

I w końcu coś co nie jest elektroniczne! Używam tego do pojedynczych ilustracji, jeśli chcę by miały unikatowy wygląd lub gdy zwyczajnie mam dość patrzenia się w ekrany. Wstyd się przyznać, ale promarkery odkryłam stosunkowo niedawno i po użyciu pierwszych trzech, kupiłam piętnaście następnych. Są to markery, które na papierze po wyschnięciu wyglądają jak tusz. A kredki Koha I Noora mają dobrą cenę w stosunku do jakości. Jeszcze nie widzieliście na blogu ilustracji zrobionej inaczej niż komputerowo? Cierpliwości! Ja serio uwielbiam rysować na papierze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: