Freelance

7 grzechów głownych freelancera

Mamy wolny zawód i to my decydujemy o wszystkim co robimy. Możemy pracować gdzie chcemy, kiedy chcemy, dla kogo chcemy. Jest to wspaniała rzecz, jednak bez szefa nad głową musimy się pilnować. Moje doświadczenie nauczyło mnie, czego powinnam się wystrzegać, jeśli chcę, by mój biznes był dobrą marką. Jakich grzechów unikać, gdy jest się wolnym strzelcem?

Masz 1675 nieodczytanych wiadomości

Nie odpisujesz na maile? To ciężki grzech! Możesz stracić klienta, jeśli przeoczysz ważny mail wśród setek nieodebranych wiadomości. Możesz też odpisać za późno na ofertę, którą w czasie, gdy ty nie zaglądałeś do swojej skrzynki, dostał inny freelancer. Możesz też zrazić do siebie klienta, z którym już współpracujesz, jeśli za długo milczysz. Zdarzało się to i w mojej karierze. Nie odpisywałam, bo byłam zajęta pracą, a w mojej skrzynce wisiała złowroga wiadomość: Pani Moniko, jesteśmy zaniepokojeni brakiem informacji. Ups. Nauczyłam się, że nawet krótkie treści typu: Praca jest w trakcie realizacji, proszę oczekiwać na projekty w najbliższym dniu/czasie wiele ułatwiają w komunikacji. Nigdy natomiast nie przeoczyłam wiadomości zupełnie. Sprawdzam skrzynkę regularnie, właściwie dzień zaczynam od kubka kawy przy monitorze swojego komputera i otwierania elektronicznych listów.

Zrobię to jutro, dziś nie mam czasu

Zostawiasz wszystko na ostatnią chwilę, co w konsekwencji często oznacza, że zawalasz termin? – każdemu się to zdarza. Niektórych sytuacji nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ale… Jeśli bazujemy na deadline i pracę zaczynamy dzień wcześniej, musimy liczyć się z tym, że zadania nas przerosną, będziemy chorzy, ucieknie nam pies, padnie komputer, cokolwiek… Przez to tracimy w oczach klienta. Nie zdarza mi się, bym pracę zaczęła miesiąc przed ustalonym terminem, mimo że za każdym zleceniem właśnie to sobie obiecuję. Zauważyłam, że uwielbiam pracować pod presją czasu, wtedy wiem, że muszę skończyć projekt i nie mam możliwości przesunięcia terminu i nie szukam sobie innych zajęć (prokrastynacja jest moją przyjaciółką). Staram się jednak w miarę możliwości zaczynać jak najszybciej swoją pracę, tak by kilka dni przed deadline mieć gotową pracę, a przed samą wysyłką mieć czas na świeże spojrzenie i poprawki błędów, które mogłabym pominąć, gdybym wysyłała projekt od razu po jego realizacji.

P.S. Wczoraj wysłałam klientce pracę, której deadline był na za dwa tygodnie – jestem z siebie dumna.

Któregoś dnia znajdę się we właściwym miejscu, o właściwej porze

Wrzuciłeś kilka fotek ze swoimi dziełami do portfolio oraz na media społecznościowe i czekasz, aż praca sama do ciebie przyjdzie? Jesteś przecież geniuszem, od razu masz setki polubień i obserwatorów. Zazdroszczę! Ja o swoje muszę walczyć! Social media to istotne narzędzie w promowaniu własnej twórczości, ale z doświadczenia wiem, że nie wystarcza. Przynajmniej na początku pracy, gdy jeszcze nie jesteś znaną marką. Ja zaczęłam od pisania do firm, wysyłania swojej oferty z załączonym portfolio. Sama szukałam sobie pracy. I mimo że na wiele maili nigdy nie dostałam odpowiedzi, pierwsze zlecenia pozyskałam dzięki temu. Czasami możesz czekać w nieskończoność, aż ktoś będzie chciał zatrudnić właśnie ciebie. Usiądź więc przed notatnikiem i zastanów się, kto mógłby chcieć skorzystać z twoich usług i jak możesz mu podsunąć pomysł o swojej działalności. Oczywiście, zdarza się, że to pracodawca zabiega o ciebie, ale nie na etapie, gdy jesteś nieznanym nikomu twórcą, który wszystko chowa do szuflady.

Zlecenie? Kolejne? No jasne, BIORĘ!

Wiadomo, na początku kariery nie masz zbyt wielu zleceń i zastanawiasz się, czy zdołasz opłacić rachunki i jednoczenie będziesz mógł pozwolić sobie na jedzenie w danym miesiącu. Dlatego bierzesz wszystko co wpada ci w ręce, byleby tylko było. Im więcej zleceń tym lepiej! A później nie śpisz po nocach, by nie zawalić terminu. Też to przerabiałam! Źle oceniłam swoje możliwości, a później chodziłam jak zombie za kubkiem z kawą. Musisz umieć odmówić. Twoje „nie” nie zawsze oznacza, że nigdy więcej nie będziesz brany pod uwagę przy zleceniach w danej firmie. Wystarczy tylko, jeśli kulturalnie odpiszesz, że w danym terminie w związku z innymi zobowiązaniami nie masz możliwości podjęcia współpracy, ale polecasz się na przyszłość. Musisz nauczyć się sortować oferty, wybierać te, które dadzą ci najwięcej satysfakcji oraz będą korzystne dla rozwoju twojej marki i twoich finansów. Spokojnie, to przychodzi samo z czasem. Nic nie uczy bardziej niż praktyka.

TANIO SPRZEDAM!

To trochę wynika z poprzedniego punktu. Myślisz, że jeśli wycenisz się za drogo, to nie zostaniesz wybrany i nie zarobisz wcale? Powiem Ci jedno: jeśli wycenisz swoją pracę za nisko, to a) obniżysz rynek, czym wkurzysz kolegów z branży, b) zawsze będziesz tani. Klienci nie wrócą do ciebie, jeśli nagle podniesiesz ceny. Albo zrobią to niechętnie.

Podam wam przykład, który zupełnie nie dotyczy pracy freelancera, ale efekt był podobny. Pamiętam jak kilka lat temu wynajmowałam dziewczynie przez miesiąc pokój w Śródmieściu za 500 zł. Po jej wyprowadzce oprzytomniałam, bo sprawdziłam jakie są ceny rynkowe. Rok później ta sama osoba chciała wynająć ten sam pokój na taki sam okres. Podałam jej dużo wyższą cenę, a ta była zdumiona, że nie chcę wynająć pokoju za 500, skoro wcześniej wynajmowałam go właśnie za tyle. Mój błąd. Oczywiście znalazłam inną osobę, która zamieszkała w pokoju płacąc więcej, ale nie była to osoba sprawdzona i ryzykowałam, że zdewastuje mieszkanie, będzie robić ciągłe imprezy, lub będzie robić cokolwiek, co mogłoby mi nie odpowiadać. Więc jeśli teraz będę brała 10 zł za rysunek, a za dwa lata wróci do mnie ten sam klient i ja będę chciała już 50, mogę liczyć się z odmową i będę musiała budować nową bazę klientów. Ponadto zastanów się, czy chcesz pracować za głodową stawkę? Skoro jesteś freelancerem, masz jakiś talent, to musisz wiedzieć, że nie każdy może wykonywać twoją pracę. Nie każdy może cie zastąpić, musisz się cenić.

Moi znajomi powiedzieli mi, że moje ceny są wysokie. Ale moi znajomi nie są moimi docelowymi klientami. Nie mogę rysować za najniższą krajową. Gdybym chciała mało zarabiać, nigdy nie odeszłabym z poprzednich prac. I wcale nie bój się, że ktoś ci nie zapłaci tyle, ile chcesz! Ludzie, którzy chcą coś od ciebie zamówić są świadomi, ile to kosztuje. No chyba ze tak jak moi znajomi w ogóle nie mają pojęcia o rynku. Wyobrażacie sobie, że niektórzy myślą, że portret w digitalu powinien kosztować maks pięć dyszek? Bo przecież lubię swoją pracę, robie je dosyć szybko, wcale się przy tym nie męczę. O tym jednak napisze oddzielną notkę, bo to dosłownie temat rzeka.

Nauczyłam się jednej rzeczy. Na wiadomość o treści: za drogo! Odpisuję kulturalnie, że w takim wypadku polecam konkurencję. Zawsze do mnie wracają.

Szczęśliwi czasu nie liczą

Nie wiem, jak ludzie, którzy żyją w chaosie potrafią funkcjonować. Jeżeli tak właśnie żyjesz, bez organizacji, a nadal utrzymujesz się na powierzchni wody – szanuję cię i podziwiam. Uważam jednak, że każdy wolny strzelec powinien choć trochę umieć zorganizować sobie życie. Ja prowadzę kalendarz, regularnie robię to do list i mam ustalony harmonogram działania. Np. dzień zaczynam od maili, pracuję określoną ilośc godzin dziennie, trudniejsze projekty realizuję w pierwszej kolejności, itd. Nie dajcie się zwieść, mimo że na pierwszy rzut oka wydaje się, że jestem poukładana, też mam swoje za uszami. I doskonale wiem, że dezorganizacja to pierwszy krok do piekła w wolnym zawodzie. W końcu kto jeśli nie my sami, poukłada nam pracę? Można łatwo narobić sobie zaległości, stracić zlecenia, albo przeoczyć coś ważnego. Nie polecam.

Let’s stay in bed

To jest mój osobisty grzech i wiem, że nie każdemu może on przeszkadzać. Jednak uważam, że warto mieć swoje miejsce pracy, które tylko pracy służy. Ile razy zdarzało się, że brałam tablet lub laptop do sypialni i leżąc w łóżku realizowałam projekty? Miliony. Coraz częściej z tego rezygnuję. Swoją sypialnię zaczynam traktować jak sanktuarium. Wchodzę do niej po zakończonej pracy i wygodnie śpię w swoim łóżku, a pracę zostawiam w pokoju obok, gdzie mam swoje biuro. Staram się też wysypiać. Jestem rannym ptaszkiem, więc telefon o 7 rano nigdy mnie nie obudzi. Naprawdę o tej porze jestem już wyspana i wypoczęta, a to dlatego że przesypiam conajmniej siedem godzin na dobę i budzę się codziennie o tej samej porze – o 6 rano. Higiena snu bardzo ułatwia pracę (pisałam już, że będę o tym często wspominać?). Przynajmniej mi, bo wiem, że niektórzy wolą zarywać nocki nad projektami.

5 komentarzy

Odpowiedz na babateam Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: