Freelance Uncategorized

Co można osiągnąć w rok?

Rysuję od rana odpowiedź na challange draw classic in your style. Padło na obraz Fridy Kahlo, jeden z jej autoportretów. Rysuję i jestem całkiem zadowolona z efektów końcowych. Nie jest to mój pierwszy raz, gdy biorę się za portret meksykańskiej malarki. Rok temu też podjęłam się tego zadania, a dziś oczom nie wierzę, gdy widzę, ile się zmieniło w sposobie mojego rysowania.

Progres, to ostatnio moje ulubione słowo. Dlaczego? Bo zauważyłam, że ten progres prędzej czy później się pojawia, jeśli tylko ciężko się pracuje. No może nawet nie ciężko, ale konsekwentnie. Biorąc pod uwagę mój ostatni rok, który wcale nie był łatwy, ale jednak przełomowy w moim życiu, widzę diametralną różnicę w rysowaniu, w pracy, w nawykach, właściwie we wszystkim. Wydaje mi się, że to było chwilę temu, gdy postawiłam na jedną kartę, a mija już rok!

W czasie, gdy zaczynałam wierzyć w siłę mojego talentu, miałam przy sobie chłopaka, który bardzo mnie wspierał i popychał do przodu, mówiąc, że moje pomysły są świetne. Nasze drogi się rozeszły, ale wiem, że być może gdyby go wtedy nie było, dalej mogłabym stać w miejscu i nie mieć pewności, czy moje marzenia są naiwne, czy może warto zacząć je realizować? Jestem mu za to wdzięczna. Nie mam teraz przy sobie takiej osoby, ale i tak świetnie daję sobie radę. Nie chcę robić kroku do tyłu, skoro tyle już osiągnęłam, mimo że po drodze zupełnie gratisowo, pogłębiła się moja choroba. Coraz częściej czuję się po prostu źle i nie mam siły na najprostsze czynności, a co dopiero na rysowanie. Jednak widzę sens mojej pracy i sens moich starań, więc wierzę, że niedługo będę znowu w lepszej formie. To mocna prywata, zazwyczaj o tym nie mówię, ani nie piszę i pozwólcie, że nigdy nie będę poruszać już tego tematu. Chciałam po prostu zaznaczyć, że nie wszystko w życiu jest takie jak na instagramowym feedzie, i czasem trzeba starać się mocniej, niż nam się wydaje (przy czym duma z sukcesów jest podwójna). Nawet częściej niż czasem. Nie wierzę, że większość z nas nie ma swoich prywatnych problemów i bolączek, które często są kłodami rzucającymi się pod nasze nogi.

Kiedyś byłam święcie przekonana, że znajdę się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. Ależ ja byłam naiwna. O ile nie włoży się serca, w to co chce się w życiu zdobyć, i o ile nie jest się urodzonym w czepku, to szansa na taki rozwój sytuacji jest marna. Można powiedzieć, że raz mi się to nawet udało, gdy poznałam Yu, która wysłała moje prace do kuratora z Tajwanu i dzięki której miałam już jedną wystawę w Azji. Można powiedzieć, że ta niesłychana historia jest właśnie takim znalezieniem się w odpowiednim miejscu, o odpowiedniej porze, ale czy kiedykolwiek miałaby prawo bytu, gdybym nie ruszyła swojego tyłka do pracy i nie miała gotowego portfolio, które ocenił kurator? Raczej nie zaprosiliby mnie „na słowo” (nawet harcerza).

Kiedy pierwszy raz zauważyłam, że konsekwencja w pracy daje swoje efekty? W liceum, gdy miałam zaledwie 16 lat. Uczyłam się w Liceum Plastycznym w Łomży, które cieple wspominam i tęsknie za beztroskim czasem, który tam spędziłam. Jeśli dobrze pamiętam, mieliśmy dwie godziny rysunku tygodniowo, cztery grafiki warsztatowej, dwie malarstwa. Niby nie dużo, ale z tygodnia na tydzień wszyscy rysowaliśmy i malowaliśmy coraz lepiej. Moja szkoła ma tradycję, która polega na tym, że w dniu zakończenia czwartej klasy, każdy uczeń razem z dyplomem dostaje w prezencie swoje prace z egzaminu wstępnego, które były przepustką do uczenia się właśnie w tym miejscu – malarską martwą naturę i rysunek ze studium postaci. Stojąc przed swoim dyplomem nie możesz uwierzyć, że cztery lata wcześniej, nie umiałeś nawet sobie wyobrazić, że kiedyś to ty zrobisz jedną z prac, która może zająć dobre miejsce na jednym z biennale, czy chociażby być ozdobą korytarza szkolnego.

Zanim zaczęłam używać tabletu graficznego śledziłam Deviantart i polski odpowiednik tej strony Digart. Zapisywałam grafiki twórców i zazdrościłam im talentu. Talentu, który sama posiadam. Do dziś mam rozterki, czy moje rysunki mają swój styl, czy są wartościowe? Nauczyłam się jednak tym nie martwić, a swoje wątpliwości przekładać na pracę. Nie ma nic gorszego niż pusta kartka i krytykowanie samego siebie. Siadam, rysuję. Co z tego, że za pierwszym i nawet setnym razem nie wychodzi tak, jakbyśmy chcieli, skoro w końcu musi się udać. Nic odkrywczego – praktyka czyni mistrza.

Podsumowując, w jakim miejscu byłam rok temu, a w jakim jestem teraz? Rok temu nie miałam stałych odbiorców i klientów. Mój blog praktycznie nie istniał. Nie wrzucałam regularnie nowych ilustracji, bo nie rysowałam regularnie. Nie zarabiałam na swojej pasji. Nie miałam w portfolio współpracy z żadną firmą. Nie umiałam wystawiać faktur i rachunków, a teraz wiem, jak prowadzić własną działalność. Nie miałam w sobie odwagi. Nie widziałam możliwości na wystawienie swoich prac – dziś planuję trzy wystawy w różnych miejscach. Wszystko się zmieniło, ale widzę ile pracy w to włożyłam. Na dowód tego pokazuję wam Fridę, którą narysowałam rok temu. Widzicie różnicę pomiędzy ilustracją na dole i tą, którą opublikowałam na początku tego wpisu?

Frida Khalo – moja ilustracja z 2018 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: