Rzeczy, które zrobiłam w walentynki bez swojego chłopaka

Otworzyłam oczy jeszcze przed świtem. Z niechęcią wychyliłam się spod ciepłej kołdry, stopami dotknęłam zimnej, drewnianej podłogi. Przed założeniem wysłużonego dresu i wypuszczeniem psa do ogrodu, zerknęłam w lustro, założyłam soczewki, chwilę przyglądałam się swojej twarzy w poszukiwaniu nowych zmarszczek.

Poszłam pobiegać swoją ulubioną trasą. Nieopodal mojego domu jest stadnina pięknych koni. Dziś żaden z nich nie podszedł do ogrodzenia, musiałam zadowolić się ich widokiem z daleka. Nie lubię biegać, ale czasami jestem dla siebie surowa i zmuszam się do różnych aktywności, które mimo mojej niechęci, wpływają na mnie dobrze. Na końcu polnej drogi zrobiłam przystanek, sprawdziłam maile, a później przyrządzoną poprzedniego wieczora listę zadań. Po powrocie, pod prysznicem, ustaliłam, co pierwsze tego dnia oleję, jaki projekt zamknę, na co poświęcę więcej czasu. Śniadanie zastąpiłam kawą. Wiem, że to nie zdrowe, ale nie umiem jeść przed jedenastą, gdy wpadam w wir pracy i nikt mi o konieczności zjedzenia śniadania nie przypomina.

Przed południem część zadań miałam już z głowy. Postanowiłam oderwać się od pracy i ogarnąć się na wypadek nieplanowanego wyjścia z domu. Zrobiłam makijaż w wersji walentynkowej, brokatowy cień z różową kreską zamiast czarnego eyelinera. Wyjeżdżając tydzień temu z mieszkania w Gdańsku pierwszy raz spróbowałam nie wziąć ze sobą zawartości całej mojej szafy, więc nie mogłam ubrać się w nic innego niż najzwyklejsze spodnie i o trzy rozmiary za duży sweter (czy tylko ja uwielbiam za duże ciuchy?). Postanowiłam jednak się tym nie przejmować, w końcu nie mam zaplanowanego żadnego biznesowego spotkania w najbliższym czasie, obcasy i marynarki mogę mieć schowane głęboko w szafie.

Korzystając z luksusu, jakim jest pusty dom, postanowiłam spędzić kilka godzin nad najważniejszymi projektami. Pracowałam w ciszy, k o m p l e t n e j ciszy rozkoszując się tą możliwością. A gdy już przypomniałam sobie o konieczności napełnienia żołądka, postanowiłam… pójść sama na pizzę. Ulubioną pizzę. Zapłaciłam za nią sama i zjadłam ją sama otoczona zakochanymi parami, które wpadły na ten sam sposób spędzenia walentynek. Do włoskiej restauracji pojechałam autem. Wracając słuchałam na cały regulator mojej ostatnio ulubionej płyty Igor (nr 11 to najlepszy kawałek). Ta krótka podróż suvem, była jedyną niedogodnością tego dnia. Miałam dowolność wyboru repertuaru muzycznego, nikomu nie przeszkadzało moje fałszowanie, ale… musiałam prowadzić. Mam prawo jazdy już dziesięć lat, przejechałam tysiące kilometrów, ale nadal uważam, że nie ma nic lepszego od rzucenia kluczykami w swojego faceta i powiedzenia: ty prowadzisz.

Po powrocie do domu napełniłam wannę ciepłą wodą, a kieliszek ulubionym soave. Wannę do pełna, kieliszek tylko do połowy, bo przecież w ostatnim czasie piję alkohol tylko od święta.

Leżąc w gorącej wodzie pomyślałam sobie, że spędziłam ten dzień idealnie, tak jak lubię. W końcu jestem tą osobą, która musi mieć swoją przestrzeń, czas tylko dla siebie. Myślałam też o tym, że to cudowne uczucie, w końcu mieć wszystko gdzieś. Dojrzeć do tego, by doskonale wiedzieć i rozumieć, że w życiu nie trzeba poddawać się żadnej presji. Presji na spędzanie walentynek z ukochaną osobą, na robienie kariery, wychodzenie za mąż, czy rodzenie dzieci. Delektowałam się myślą, że po słabszych chwilach w moim życiu, znowu umiem być pewna siebie. W końcu zrozumiałam, że moje szczęście zależy głównie ode mnie. Obecność kogokolwiek w moim życiu nie jest warunkiem bycia spełnioną. To dobrze być w związku, ale niedobrze, gdy ten związek jest jedyną opcją na satysfakcję z życia. Cieszę się, że dzięki tej, jakby się mogło wydawać, tajemnej wiedzy, umiałam spędzić dzień zakochanych bez swojego chłopaka i nie zrzędzić pod nosem na widok innych, szczęśliwych par.

Życzę wam takiej miłości. Do samych siebie. W pierwszej kolejności.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s