Stara miłość nie rdzewieje

Sierpień w Toskanii był dla mnie nieco uciążliwy, bo nie cierpię upałów. Słońce zaczynało zachodzić, a ja brałam już trzeci tego dnia prysznic i przebierałam się w kolejne, świeże ciuchy. Chciałam wyjść na późną kolację i spacer pięknymi uliczkami Florencji. Usiadłam przy jednym ze stolików w małej restauracyjce prowadzonej przez lokalnego mieszkańca. Zamówiłam bruschettę, carbonarę i lampkę domowego wina. Uśmiechałam się od ucha do ucha. Kelner, który serwował mi dania był nadzwyczajnie uprzejmy, żartował i komplementował mnie co chwilę. A ja się uśmiechałam, bo właśnie tego wieczora przypomniałam sobie o swojej dawnej, wielkiej miłości.

Miłość. Pamiętałam ją jak przez mgłę. Zarys pewnej siebie postaci, która codziennie szła z uniesioną wysoko głową. Wiedziałam, że kiedyś istniała, ale ciężko mi było o niej pamiętać. Teraźniejszość bez niej wyglądała inaczej. Zdawało mi się, ze ta miłość odeszła na stałe i nigdy już nie wróci. Czasami zastanawiałam się, czy rzeczywiście istniała, czy tylko ją sobie wymyśliłam.

Po pobudce każdego poranka, zakładałam znoszone jeansy i zwykły t-shirt. Trampki były gwarancją wygody, a w tamtym czasie dużo spacerowałam. Nie miałam odwagi na ekstrawagancję. Czasami przesuwałam na tył szafy dawno nienoszone sukienki i szpilki. Gdy przypadkiem rzucały mi się w oczy moje ulubione niegdyś sandały z haftowanymi kwiatami na obcasach, zdawało mi się, że gdy kochałam, nosiłam je niemal codziennie. Wtedy to było jak sen, który kiedyś się przyśnił, ale nie byłam pewna, czy go sobie dopowiedziałam, czy zdarzył się naprawdę.

Któregoś dnia spotkałam się z Wiktorem, moim dawnym znajomym. Po pół godzinie spacerowania zapytał wprost: Monika, co się z tobą dzieje, ja cię nie poznaję. Gdzie jest dawna gwiazda rocka, którą przedstawiono mi kilka lat temu? Nie pamiętam, co mu odpowiedziałam, pamiętam tylko, że to był pierwszy, ale nie ostatni raz, gdy ktoś z moich bliskich o to zapytał. Wszyscy byli zgodni, że to przez to, że przestałam kochać…

Co się stało? Dlaczego uczucie wygasło? Kiedy to się stało? Długo szukałam odpowiedzi na te pytania wertując wszystkie swoje wspomnienia. Czy zdarzyło się to wtedy, gdy zmieniłam pracę na najmniej satysfakcjonującą w moim życiu i byłam tym faktem sfrustrowana? Czy może gdy zaczęłam dzielić swoje mieszkanie z koleżanką, która wchodziła mi w życie z buciorami? Czy wtedy, gdy przestałam mieścić się w całą kolekcję swoich krótkich topów? Zazwyczaj obwiniałam za rozpad tego uczucia wypadek, który przydarzył mi się dwa lata temu. Moi bliscy, nie potrafili wtedy zrozumieć, dlaczego tak bardzo to przeżywam. Mieli rację, mówiąc, że rany szybko się zagoją i nie pozostawią wielkich blizn. Było mi jednak łatwo zrzucić winę za wszystkie swoje niepowodzenia na dzień, w którym pitbull koleżanki podskoczył mi do twarzy i na całe życie zostawił na niej trzy blizny. Teraz, z perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że moja miłość odeszła długo wcześniej.

Jak wyglądało moje życie bez niej? Budziłam się pełna niepokoju i niechęci. Ubierałam się w wygodne ciuchy, piłam kawę i ruszałam do znienawidzonej pracy. Zdawało mi się, że to nigdy nie minie, że życie nigdy nie ruszy do przodu. Straciłam odwagę. Postanowiłam zastąpić ją substytutem miłości. Dałam się nabrać, bo straciłam czujność. W tamtych dniach zupełnie zapomniałam też, czym są sukienki. Uwierzyłam, że najlepiej wyglądam w czarnym t-shircie i jeansach.

Stara miłość nie rdzewieje. Podświadomie czułam, że kiedyś do siebie wrócimy, że znowu będziemy zgodne. Myślałam o tym codziennie, co chyba rozbudziło moją podświadomość, bo z dnia na dzień, czułam, że jest blisko, coraz bliżej mnie. Czułam w powietrzu, że moje serce znowu mocniej zabije, więc zdecydowałam się zmienić swoje życie, by odzyskać tą miłość. Zdecydowałam, że będę znowu taka jak wtedy, gdy byłyśmy razem. Odważyłam się i wysłałam CV w miejsca, do których bałam się aplikować w przeszłości. Dostałam pracę marzeń, zaczęłam rozwijać swój talent, nie bałam się nazwać ilustratorką. Kupiłam buty na obcasie o krzykliwym wzorze i zaczęłam je nosić. Malowałam znowu usta na czerwono. Zaczęłam rozumieć, że nie powinnam brać do siebie słów krytyki, jeśli ta nie jest konstruktywna.

Kupiłam bilety do Pizy, z której ruszyłam do Florencji. Wynajęłam studio toskańskiej artystki z widokiem na Duomo. Zobaczyłam antyczne rzeźby Michała Anioła i piękne malarstwo Botticellego. Jadłam włoską pizzę i jeździłam rowerem po wąskich uliczkach. Robiłam to, co kocham najmocniej. Byłam szczęśliwa. Uśmiechałam się od ucha do ucha, bo ona wróciła.

Przypomniałam sobie wtedy, że kocham dziewczynę, która w jednej z węgierskich knajp weszła na scenę i śpiewała o rosole, który robiła dzień wcześniej, bo i tak nikt ze zgromadzonych nie znał polskiego. Tą osobę, która upominała faceta, który obrażał jej koleżankę, grożąc mu przy tym pięścią. Odważną kobietę, która wychodziła na spacer z psem w piżamie, bo nie obchodziło jej, co powiedzą o tym inni. Kobietę, która nawet w t-shircie wyglądała cudownie, bo cudownie się w nim czuła. Tą, która ma talent, jest wykształcona, przedsiębiorcza, piękna i odważna. Tą, która jestem ja.

***

Samoakceptacja jest niezmiernie ważna w życiu. Obniżone poczucie własnej wartości, na które wpływa naprawdę wiele czynników, bardzo utrudnia funkcjonowanie. Jeśli czujesz, że nie kochasz siebie, koniecznie skorzystaj z pomocy psychologa. Pamiętaj, terapia nie oznacza, że można przypiąć ci łatkę psychola. Psychopatami są osoby, które nie mają empatii i sumienia.

Choroby psychiczne to też między innymi depresja, z którą mierzy się coraz więcej osób. Będę to nieustannie powtarzać: zdrowie psychicznie jest niesłychanie ważne. Nie mam kwalifikacji, by komukolwiek pomagać. Mogę jednak zachęcić was o dbanie o siebie. Unikniecie wtedy wielu nieprzyjemnych sytuacji.