Ach Bergamo!

Byłam nastolatką, gdy pierwszy raz w życiu zetknęłam się z nazwą Bergamo. Z nudów przeglądałam leżący przede mną tygodnik z programem TV, który regularnie kupowała moja mama. Spis telewizyjnych programów przeplatany był wywiadami z gwiazdami serialów, poradami domowymi i opisami różnych podróżniczych destynacji. Dziennikarka w jednym z tych ostatnich opisała swój wyjazd do Bergamo. Do dziś pamiętam, że nazwała to małe miasto niedocenionym. Wszyscy poświęcali mu zaledwie chwilę, z lotniska udając się prosto do Mediolanu. To wtedy wymyśliłam sobie, że kiedyś tam polecę. Zrealizowałam ten plan pięć miesięcy temu – wydaje się to nieodległą przeszłością, chociaż w obliczu dzisiejszych wydarzeń to jakby cała wieczność. 

dsc_0133

Jestem marzycielką, chodzę zawsze z głową w chmurach. Nie poznaję ludzi na ulicach, bo w pełni jestem skupiona na historiach, które układam w myślach (z tego miejsca chciałabym przeprosić wszystkie koleżanki mojej mamy, na prawdę was nie widziałam, jeśli nie powiedziałam dzień dobry). Gdy mój samolot wylądował w Lombardii i poczułam włoskie powietrze rozmarzyłam się na amen. Autobusem dojechałam na jeden z przystanków Dolnego Miasta, tam odebrałam klucze do mojego klimatycznego noclegu z oryginalnym średniowiecznym freskiem na ścianie sypialni. Funikularem dostałam się do Città Alta. Odnalazłam wejście do małego mieszkania znajdującego się nad Caffe Cavour. Weszłam tam dosłownie na chwilę, by zostawić bagaże i odświeżyć się przed spacerem po klimatycznych ulicach miasta.

dsc_0002

Nie chciałam tracić ani chwili. Bergamo, chociaż nie jest wielką metropolią ma tak wiele do zaoferowania – małe klimatyczne kawiarnie z pyszną, włoską kawą, sklepy, w których można kupić trufle, czy lukrecje, niewielkie księgarnie i sklepiki z galanterią skórzaną lub drewnianymi zabawkami. I te widoki! Wąskie uliczki, piękne budynki, kościoły. Nie mam pojęcia, ile kilometrów przeszłam tamtego dnia, ale ani na chwilę nie przestawałam czuć się jak w bajce. Bajce, którą sama pisałam w głowie.

dsc_0219

Wyobrażałam sobie, że przenoszę się w czasie do średniowiecza. Założyłam kupioną w Zarze sukienkę do kostek z wyszywanymi białymi wzorami i udawałam, że wcale nie żyję w XXI wieku, a kilkaset lat wcześniej. Tam nie trudno o takie skojarzenia. Był koniec listopada, ulice ozdobione były świątecznymi lampkami, z głośników w całym górnym mieście leciała muzyka klasyczna. Zjadłam włoski obiad w jednej z knajp, wypiłam lampkę wina. Maszerowałam bez końca, oglądając Bazylikę di Santa Maria Maggiore, Palazzo della Ragione, Palazzo Nuovo i inne piękne budynki. Wieczorem zeszłam do Citta Bassa, by w jednym z super marketów kupić jedzenie na kolację. Zachwyciłam się tam małym jarmarkiem świątecznym i choinkami, które dopiero co zostały ozdobione przez pracowników miejskich. Klimat zbliżających się świąt dopiero zaczynał się budować. 

dsc_0119

dsc_0115

Następnego dnia przypadkiem trafiłam na FLEA Market, czyli miejsce, w którym można było kupić rękodzieło lokalnych rzemieślników i zobaczyć wystawę prac najróżniejszych włoskich artystów w budynku, który w przeszłości musiał pełnić funkcję więzienia. Dzień wcześniej w autobusie jadącym z lotniska do centrum zauważyłam kilka osób, które dosyć głośno rozmawiały po włosku. Dwóch mężczyzn i trzy kobiety, wszyscy ubrani w podobny, odrobinę ekscentryczny sposób, zwrócili moją uwagę. To dzięki nim trafiłam na FLEA. Zobaczyłam ich ponownie drugiego dnia mojego pobytu w Bergamo. Zmierzali pośpiesznie w stronę jednej z ulic. Instynkt podpowiedział mi, że mogą iść w ciekawe miejsce. Ruszyłam w tym samym kierunku.

Chciałam dotrzeć na najwyższy punkt w miasteczku, ale jeden z dwóch funikularów okazał się wyłączony z użytku. Zatrzymałam się w jednej z kawiarni, by dokończyć swoją pracę i odpisać na maile. Doszłam do wniosku, że mogę przespacerować się z góry do dołu, na wspinaczkę jednak nie miałam ochoty. Na szczęście istnieją jeszcze autobusy miejskie. Jednym z nich dojechałam na końcowy przystanek na górze i piechotą dotarłam do zamku San Vigilio. Tam zatrzymałam się na chwilę, by odpocząć i spojrzeć na panoramę miasta. Tą część miasta uznałam za najpiękniejszą. Nie spotkałam tam zbyt wielu osób. Oczarowały mnie widoki i cisza i spokój (sprzyjające kolejnym marzeniom).

dsc_0251

img_6485

Odkrywałam miasto powoli, niemalże leniwie. Nie biegałam, nie śpieszyłam się nigdzie. Zaglądałam do wszystkich możliwych zakątków, sklepów, czy kawiarni. Tak jak lubię. Pojechałam do pobliskiego Mediolanu, który jednak nie podbił mojego serca tak jak Bergamo. Miałam udać się do Como, ale w dniu planowego wyjazdu zaczął padać deszcz tak mocno, że po dziesięciu minutach spaceru miałam przemoczone buty. Skupiłam się wtedy na pracy i obiecałam sobie, że wrócę do Lombardii, jak tylko nadejdzie ku temu okazja. Mam nadzieję, że ten dzień nadejdzie szybko. Modlę się dziś, by Bergamo, Lombardia, całe Włochy, Europa i cały Świat w końcu się pozbierały.

dsc_0052

dsc_0053

dsc_0174_1

dsc_0039