Jestem wrażliwa, więc jak mam prowadzić biznes?

Jak już pewnie zauważyliście czytając mojego bloga, jestem z tych osób, które dużo analizują, rozmyślą nad każdym usłyszanym zdaniem, biorą do siebie najróżniejsze słowa. Wszystko głęboko przeżywam i jestem bardzo emocjonalna. Taka moja natura. Wrażliwość, to ta cecha, która nie ułatwia prowadzenia biznesu. Daje nam jednak coś, co nie każdy może robić. To dzięki niej jesteśmy twórcami, artystami.

Mówi się, że osoby wrażliwe powinny darować sobie bycie własnymi szefami, a to dlatego że jesteśmy mylnie oceniani przez społeczeństwo. O osobach wrażliwych, często myśli się, że są przewrażliwione. I to nie tak, że nie jesteśmy dojrzali emocjonalnie. Rozumiemy np. że czyjaś krytyczna uwaga może nie być słuszna i nie wpadamy w furię. Po prostu inaczej to przeżywamy. Osoby, które nie są wrażliwcami, nie wiedzą, co czujemy, więc mają prawo tego nie rozumieć.

Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, byśmy kierowali swoimi kreatywnymi biznesami. Nie ukrywajmy, w XXI wieku nie łatwo być artystą. Twórcy też muszą zarabiać na chleb, a dopóki nie wyrobimy sobie nazwiska (nie każdy jest dostrzegany od razu i nie każdy ma znajomości w branży), musimy być swoimi szefami w naszych małych biznesikach. O ile nie zdecydujemy się na etat w korporacji. Bo etat w korporacji to bezpieczna opcja, a prowadzenie biznesu dla osoby wrażliwej, to już większe wyzwanie.

Jak znosić krytykę? Jak rozmawiać z trudnymi klientami? Jak poradzić sobie z odrzuceniem kolejnych projektów? Jak nie dać wejść sobie na głowę? Nie powiem wam, jak sobie ze wszystkim poradzić, ale powiem wam, jak sobie z tym radzę ja. Niestety nie mam wykształcenia psychologicznego i nie zawsze mogę udzielać fachowych rad – nie będę przecież się mądrzyć. Czasami chciałabym wiedzieć więcej na ten temat, ale na dzień dzisiejszy, jedyne czym mogę się z wami podzielić, to moje własne doświadczenia. A jako osoba wrażliwa (moja mama powiedziałaby nawet, że baaardzo wrażliwa) przerabiałam już wiele wyzwań prowadząc moillu.

Pierwszy odrzucony projekt

Pierwszy raz pracowałam z firmą, nie osobą prywatną i pierwszy raz na własnej skórze przekonałam się, że zanim mój projekt zostanie zaakceptowany, musi przejść przez co najmniej 10 różnych rąk oraz zostać skomentowany przez co najmniej 10 osób. To nie było najmilsze doświadczenie, bo w jednym mailu otrzymywałam informację, że projekt jest piękny, w kolejnym, że jednak trzeba go zmienić. Z 30 dni, które zaplanowałam na pracę nad nim, nagle zrobiło się ich 70. Miałam już dosyć ciągłych uwag, bo zaczynałam myśleć, że jestem chyba beznadziejna i nie nadaję się do pracy w biznesie kreatywnym. To nic że moje ilustracje doceniane były przez wiele osób i to na całym świecie. Czułam, że zniżam się do parteru. I wtedy przyszło olśnienie. Monika, nie możesz przecież zadowolić całego świata – pomyślałam. I w kolejnym mailu odpisałam, że pracuję w swoim stylu, który wyraźnie widać w moim portfolio i skoro zdecydowano się na współpracę ze mną, proszę o przyjęcie proponowanych projektów. Za każdą kolejną zmianę, poprosiłam o dodatkowe pieniądze. Tak, tak, należały mi się. Inaczej pracowałabym w nieskończoność. Bycie wrażliwym utrudnia bycie stanowczym, jednak trzeba przekonać samego siebie, że inaczej nie da się funkcjonować. Przy pierwszej współpracy to dosyć trudne, przy następnych przychodzi łatwiej, obiecuję.

Pierwszy trudny klient

Kolor skóry nie taki, oczy nie tak, szyja nie tak, za jasne tło, za ciemne tło, perspektywa do dupy, wszystko nie tak, wszystko źle. Nasz klient, nasz Pan.

Rysowałam portret, czyli to w czym czuję się najlepiej. Mam już spore doświadczenie i wiem, że nie nawalam. Jednak klient, który zamówił ode mnie ilustrację, zdecydowanie nie był zadowolony z efektu (zdarzyło mi się to do tej pory tylko raz). Narysowałam kilkanaście różnych wersji, a wciąż wszystko było nie tak. Każda wiadomość od osoby zamawiającej wprawiała mnie w coraz to gorszy nastrój, bo ile można poprawiać coś co nie wygląda źle (subiektywna opinia, owszem, jednak znam się na swojej pracy)? Miałam już zupełnie dosyć. Mało tego, bałam się, że nawet jeśli zrobię sto wersji i zmawiający którąś w końcu zaakceptuje, to i tak napisze o mnie negatywną opinię. Zdecydowałam, że nie będę kontynuowała pracy nad portretem dla tego klienta. Są osoby, które nigdy nie będą zadowolone. Wrażliwość, wrażliwością, ale stawianie granic też jest bardzo ważne. Każde zamówienie nazywam współpracą, te z firmą, wydawnictwem, czy osobą prywatną. Współpraca oznacza, że dwie strony są zaangażowane w projekt – ja go wykonuję, chętnie przyjmuję sugestię klienta, ale z jego strony oczekuję zaufania. Chcę, by na koniec pracy, każdy był zadowolony. Niektórzy boją się zasugerować, że coś w rysunku jest nie tak, a ja przecież jestem tylko człowiekiem i też czasami niechcący machnę złą kreskę. Nie obrażam się, jeśli ktoś prosi mnie o poprawkę. Jednak, gdy ktoś nalega o setne przerysowanie tej samej twarzy – nie ma szans, że się dogadamy. Trudni klienci trafiają się w każdej branży. My osoby wrażliwe, musimy pamiętać, że wysokie wymagania klienta, którym nie możemy sprostać nie wynikają z naszej nieudolności.

Krytyka vs moja wizja

Na początku dziwnie się czułam, gdy klient pisał mi w mailu, że coś jest nie tak z rysunkiem. Myślałam sobie, że nawaliłam. Stresowałam się, że klient będzie niezadowolony. Z czasem nauczyłam się, że wszyscy widzimy rożne rzeczy inaczej i zaczęłam jeszcze bardziej skupiać się na tym, co mówią do mnie zamawiający. Często sama nie widzę drobnych różnic i często rysuję osoby, których nigdy nie widziałam na oczy. Dlatego każda sugestia jest dla mnie ważna. Kiedyś myślałam, że jeśli ktoś nie podziela mojej wizji, to dlatego że ta jest słaba. A to nie tak. Niektórzy lubią grube kreski, inni lekkie szkice. Ile osób, tyle gustów. Grunt by w tym wszystkim zachować kulturę. Do swoich klientów zwracam się z szacunkiem i jestem dla nich bardzo miła. A osoby, które są dla mnie szorstkie? Trudno, ja dałam z siebie 100%. Nie mam nic sobie do zarzucenia. Pamiętam, gdy na początku mojej „kariery” dostałam maila w dziwnym tonie, z informacją, że chyba nie wiem, co to jest cera oliwkowa. Wygooglowałam cerę oliwkową i strasznie przeżywałam, że mogłam kogoś urazić rysując twarz w innej tonacji. No właśnie, gdybym nie była wrażliwa, zwyczajnie w świecie bym zmieniła ten kolor i zapomniała o sprawie. A tak, przez kilka dni rozmyślałam, czy klientka mimo poprawek, na pewno jest zadowolona z efektu końcowego?

Rady starszych koleżanek

Jest jeszcze jedna rzecz, która sprawiała, że czułam się nieswojo. Ile razy, zapytałam o radę na jednej z facebookowych grup o tematyce biznesowej, tyle razy dostawałam porady, jak powinnam prowadzić swój biznes. Nie, nie prosiłam o nie. Pytałam np. jak wycenić plakat, a dostawałam odpowiedzi, że powinnam lepiej reklamować swoje usługi, promować się w sieci, zrobić to i tamto. Hitem była odpowiedź: ja bym w ogóle się za taki biznes nie brała. No ok, rysowanie nie jest dla każdego, ale… czytając takie komentarze wiedziałam, że kobiety po drugiej stronie, ani mnie nie znają, ani nie wiedzą dokładnie, czym się zajmuję, jak promuję swój produkt, a jednak czułam dyskomfort, czytając to wszystko. Dosyć szybko zaniechałam pytania o cokolwiek na Facebooku, bo znając swoją wrażliwość, nie chciałam się narażać na opinie ekspertek spędzających całe dnie w social mediach. Inną rzeczą były uwagi znajomych, którzy nie znając rynku mówili, że powinnam sprzedawać takie plakaty, a nie inne, wyceniać je tak, a nie inaczej. Dobra, każdy może chcieć pomóc na swój sposób, ale te wtrącanie się w mój biznes działało mi na nerwy. Postanowiłam z nikim nie rozmawiać o swojej działalności. Jestem wrażliwa, co za tym idzie, powinnam ufać swojej intuicji. Nie rysuję od wczoraj i najlepiej znam potrzeby swoich klientów. Wiem, wiem, niektóre wskazówki są pomocne i uwielbiam, gdy znajomi podsyłają mi ogłoszenia, że ktoś szuka ilustratora i rożne podobne informacje, ale nie chcę od nikogo rad, które sugerują, że powinnam rysować za darmo, by się promować, lub powinnam zmienić stylistykę, bo moja nie jest „modna”. Po pracy nie mówimy o pracy. Jeśli będę w kropce i będę potrzebowała fachowych rad, zapytam o nie osoby, które zajmują się ilustracją, grafiką, rysunkiem i siedzą w branży od lat. Bo inaczej będę rozmyślać, czy oby na pewno nadaję się, do tego co robię?

Wisienka na torcie

Było o tych ciemnych stronach bycia wrażliwym i prowadzeniu biznesu, a przecież każdy medal ma dwie strony. Prawdę mówiąc, dzięki swojej pracy poznałam całą masę cudownych osób. Z niektórymi klientkami mam stały kontakt. Poznałam osoby zajmujące się wspaniałymi rzeczami, o których nie miałam pojęcia. Nawet nie wiecie, jak wzruszam się, gdy czytam maile z pochwałami po zakończonej współpracy. Tak naprawdę nawet jeśli klient/klientka prosi mnie o kolejne poprawki, to na koniec często dostaję wiadomość: dziękuję, ilustracje są przepiękne, będę wracać! Jako osoba wrażliwa, zawsze bardzo cieszę się z pochwał. Zależy mi na tym, by moi klienci byli zadowoleni. Mało tego, często otrzymuję pochwały od osób, które nic ode mnie nie zamawiają, a tylko obserwują moje działania. Nie sądziłam, że komuś może się chcieć, wysłać mi wiadomość z informacją, że moje ilustracje są przepiękne, ale od mniej więcej roku, dostaję takie regularnie.

Ja ze swoim wrażliwym podejściem do życia, która zastanawia się nie raz, czy to co robię ma w ogóle sens, która tysiąc razy w miesiącu czuje, że nie jest wystarczająco dobra, dostaję wiadomości od obcych ludzi z informacjami, że wow, mam mega talent! I wiecie co? To mi naprawdę pomaga. Przyznaję się bez bicia, potrzebuję takiego pogłaskania po główce. Tak jakbym potrzebowała potwierdzenia ze świata zewnętrznego, że jestem dobra (chociaż podświadomie wiem, że jestem dobra). Bo nic nie motywuje mnie bardziej niż ilustracja, która podoba się mi, ale też innym. Buduje to mnie i zachęca do szlifowania warsztatu.

***

Moje plakaty kupisz na Etsy. Moje prace zobaczysz na moim Instagramie. Moją ofertę znajdziesz TU. Zamówienie możesz złożyć mailowo: moillu@mail.com

Tagi: