Dlaczego tak drogo?

Mogą spaść na mnie gromy z jasnego nieba, bo kryzys, pandemia, a ja znowu podnoszę ceny! 300 złotych za ilustrację? Pani zwariowała? Kto to od Pani kupi?

Wczoraj przed snem robiłam to co zawszę – przygotowywałam listę rzeczy do zrobienia następnego dnia i sprawdzałam media społecznościowe w poszukiwaniu miejsc, w których można się ogłosić, albo odpowiedzieć na ofertę pracy dla ilustratorów/grafików. Szukałam sposobności na zarobienie pieniędzy. Wiecie już z moich poprzednich wpisów, że moja praca nie polega tylko na wykonywaniu projektów. Spędzam całe dnie przed monitorem, bawię się w marketingowca. Jestem na bieżąco i ostatnio mam nawet wrażenie, że wszędzie. Więc wczorajszego wieczora scrollowałam i scrollowałam tablice ogłoszeń w sieci, aż moim oczom ukazał się widok, którego nie chciałam zobaczyć. Szczerze.

Tania podróbka niczym z Chin

Zobaczyłam stronę osoby, która rysuje portrety digital. Co w tym złego? Osoba ta rysuje portrety do złudzenia przypominające portrety znanej polskiej ilustratorki, która współpracuje z dużymi polskimi firmami. Nie znam jej osobiście, ale dobrze znam jej twórczość. Artystka, o której mówię ma charakterystyczny styl, który jest dosyć prosty i pewnie łatwy do skopiowania. Co nie znaczy, że można go kopiować. Nie chcę tu umniejszać jej talentowi – znalezienie prostych rozwiązań jest czasami trudniejsze niż nam się zdaje. Na stronie, na którą wpadłam znalazłam kilkanaście portretów osób, zwierząt i wszystkie były w niemalże identycznej kolorystyce, miały tą samą kreskę, te same ozdobniki. Pomyślałam sobie, okej, ktoś nie umie wymyślić swojego ja, to kopiuje. Sprawdźmy jednak, jak się ceni. Napisałam maila z zapytaniem ofertowym. Dostałam mało profesjonalną odpowiedź z wycenami. I tu pojawił się maksymalny (za przeproszeniem) wkurw, mimo że to nie mój styl został skopiowany (swoją drogą mam nadzieję, że nigdy nie trafię na stronę z do złudzenia podobnymi ilustracjami do moich). Skopiowana ilustratorka na swojej oficjalnej stronie ma cennik. Najtańsza ilustracja w jej ofercie kosztuje 360 złotych, najdroższe warianty dochodzą do tysiąca złotych. I są to normalne ceny. Może dla przeciętnego Kowalskiego 360 zł za portrecik to dużo. Jednak jeśli pracę ilustratorów rozłoży się na czynniki pierwsze, to okazuje się, że my, artyści, wcale nie pływamy w basenie pełnym złota, ale o tym za chwilę. Jaką cenę zaoferował złodziej stylu i pomysłu na biznes? 60 ZŁOTYCH BRUTTO. Brawo, proszę Pana (tak, to obrotny mężczyzna zajmuje się tą ilustracją). Ile zostaje Panu po odprowadzeniu podatków? 40, 30 złotych? A może wcale Pan ich nie odprowadza? Zaznaczę, wątpię, by owy Pan potrafił wykonać ilustrację w godzinę lub dwie. Pracuje więc za pół darmo, ale to powinna być jego sprawa. Dlaczego jednak mnie to wkurza? Bo to oczywiste, że osoby nieświadome rynku, będą chciały kupić ilustrację taniej. Zawsze chcemy kupować za mniej. Co prawda Pan, który skopiował styl nie zrobił tego idealnie i jego prace są gorszej jakości, jednak przeciętny Kowalski nie zauważy „subtelnej” różnicy.

Może Pan Złodziej tylko dorabia sobie w ten sposób i nie stawia tego jako główne źródło dochodu? Podkrada nie tylko styl dziewczyny, która kształtowała go przez lata, ale też klientów, którzy będą chcieli zostawić sobie te 300 złotych różnicy w kieszeni.

Tyle że jego portrety, to tak naprawdę zwykła podróbka, dziwne, że nie podpisuje się MADE IN CHINA.

Skoro tak mało zarabiasz, zmień pracę

To nie tak, że rozpaczam, że mało zarabiam. Znam wartość produktu, który tworzę. Dochodzę do wniosku, że wolę zrobić mniej za więcej, niż być manufakturą zarabiającą znacząco niższe kwoty. Zanim zaczęłam „karierę” w branży, zrobiłam research i sprawdziłam, ile powinny kosztować moje usługi. Przeliczyłam też, ile chcę zarabiać, by nie wychodzić na zero. Nie zaniżyłam swoich stawek, by zarabiać w ogóle. Kilka dni temu wpadłam na jednym z tematycznych forów na autorkę prześlicznych grafik, która napisała, że wycenia swoje obrazy na 150 złotych, a i tak nie może znaleźć klienta. Odpowiedziałam jej, że to kwestia słabego marketingu, nie jej umiejętności. Ludzie świadomi, ile pracy wkłada się w ilustracje, zapłacą tyle, ile jest warta. Jest tylko jeden warunek: przestańcie zaniżać swoje stawki! Niektórzy myślą, że obniżenie cen jest dobrym rozwiązaniem, jednak z czasem, wykonując kolejny portret/grafikę/logo/zdjęcie, myślą sobie, że cholera, poświęcam temu kolejną godzinę, a wcale nie jestem bogatszy.

Twórcy, musicie pamiętać, że macie talent, który jest waszym dobrem osobistym, czymś czego nie ma każdy – jeśli nawet ktoś was skopiuje i będzie sprzedawał niemalże identyczne ilustracje trzy razy taniej, to w końcu i on się podda i podniesie stawki, bo nie wierzę, że będzie chciał spędzać całe doby tworząc za (pół)darmo. Poza tym, znalazłam kopie, ale znam oryginał. Kobieta, którą kopiują, współpracuje ze znanymi markami. Znane marki nie zatrudniają tańszych kopistów. Nazwisko też jest ważne. Nie każdy ma świadomość, kto był pierwszy, ale jeśli publikujecie od dawna, coś co jest tylko wasze, to będzie to zawsze wasze! To jak z drogimi torebkami i ich podróbkami. Osoby, które są świadome, nigdy nie kupią repliki.

Nie macie klientów? To nic, to najwidoczniej jeszcze nie wasz czas. W naszym zawodzie liczy się konsekwencja. Publikując regularnie swoje prace i regularnie rysując, co za tym idzie, szlifując swój warsztat, w końcu trafimy na ten moment, w którym i będziemy rozpoznawalni i doceniani. Ja mam już swoją bazę klientów i mam osoby, które przychodzą do mnie z polecenia innych. Mam też klientów, którzy trafili na moją stronę, bo wyświetliła im się na ich feedzie, albo szukali mnie pod hashtagiem ilustracja. Nie poddawajcie się! Dwa lata temu rysowałam tylko dla znajomych nie wierząc, że ktoś kiedyś zapłaci za moje ilustracje. Dziś rysunek jest moim głównym źródłem dochodu. No ale, ja wyceniam się sprawiedliwie.

Zresztą, myślę, że osoby, które wybierają zawód ilustratora, nie myślą o szybkich pieniądzach, tylko chcą rozwijać się artystycznie. Bo raczej, osoba która kopiuje cudzy styl, chce zarabiać pieniądze w łatwy sposób, a praca artysty to ciągłe wyzwania. Skoro mnie czytacie, to chyba chcecie wiedzieć, jak to wszystko wygląda od kuchni? A wygląda to tak, że my ciągle musimy się doszkalać, szukać rozwiązań, możliwości rozwoju. Rynek nie stoi w miejscu. Wybór należy do ciebie – szukasz swojego stylu i pracujesz nad niepowtarzalną ilustracją, która jest w cenie lub jesteś kopią kogoś innego i nie ruszysz nigdy do przodu, nawet jeśli hajs na koncie będzie się zgadzał. Najlepsi polscy ilustratorzy mogą się cenić, bo są najlepsi. Mam nadzieję, że kiedyś dołączę do tego zacnego grona – przede mną jeszcze wiele pracy, ale wiecie co? Nie przeraża mnie to, a wręcz przeciwnie, motywuje.

za drogo, spadam

Na początku swojej drogi, gdy mój warsztat nie był jeszcze idealny (a czy teraz jest?), nie miałam pojęcia, ile powinna kosztować jedna ilustracja w mojej ofercie. Wyceniłam się na 160 złotych. Tak, tak, też zaczynałam od taniości. Jednak, gdy patrzę teraz na swoje stare prace, wiem, że to była w miarę uczciwa cena. Gdy tylko mój progres skoczył, a ja weszłam na rynek, podniosłam ceny o stówkę. Wcześniej nie reklamowałam się, i te 160 złotych to była cena dla znajomych i znajomych znajomych. A i tak, niektórzy mówili, że za drogo. Rozumiecie, moi znajomi, mówili, że za drogo. No ale wiemy już chyba, że znajomi najczęściej chcą coś za darmo, albo za pół darmo i że często nie wiedzą, że ilustracja to nie tylko przyjemność dla twórcy, ale też i praca. Dlatego radzę wam, nie radźcie się znajomych! Chyba że chcecie usłyszeć to, co ja usłyszałam od koleżanki, która miała doświadczenie jedynie w obsłudze klienta na infolinii: Monika, nikt ci tyle za to nie zapłaci. Teraz się z tego śmieję, ale pamiętam, że wtedy byłam zdezorientowana.

Jeżeli macie jakiekolwiek wątpliwości dotyczące wyceny waszej pracy, czy w ogóle startu w branży, nie bójcie się pytać aktywnie działających twórców! My chętnie pomożemy i doradzimy. Nam też zależy na tym, by inni nie psuli rynku, bo często niestety to my, twórcy, sami jesteśmy winni tego ogólnego pojęcia o naszej pracy. Wiecie, ile mniej więcej zapytań o portrety czy inne ilustracje dostaję tygodniowo? Średnio kilkanaście. Za każdym razem kulturalnie odpisuję, odsyłam do swojej oferty. Niewiele z tych osób wraca. Nie dziwię się. 300 złotych za portret, który nie jest produktem pierwszej potrzeby, może kogoś przerazić. Jednak jeżeli ktoś naprawdę chce kupić ode mnie niepowtarzalną i dopracowaną ilustracje, zamawia ją. Ja się nie obrażam, jeśli ktoś mi odpisze, że na dzień dzisiejszy nie może sobie pozwolić na taki wydatek. Ja to rozumiem. Jednak rozumiem też swoje potrzeby finansowe i nakład pracy, który wkładam w każde zamówienie. Stąd moje ceny.

Za co płacę?

Rozkładając na czynniki pierwsze moją pracę, klienci nie płacą mi tylko za gotowy produkt. Płacą za mój czas.

To nie tak, że budzę się rano, ubieram i idę do pracy na 8 godzin, w których rysuję, rysuję, rysuję i rysuję. Rysowanie to o dziwo najmniejszy ułamek mojej pracy. Żeby dostać zlecenie, trzeba się promować, ogłosić, znaleźć potencjalnego klienta. Trzeba też być dobrym w swoim fachu, więc ciągle trzeba nad swoim stylem pracować, pracować i jeszcze raz pracować.

I jeszcze podatki, moje znienawidzone słowo numer jeden. 23% vat plus podatek dochodowy (u mnie to na szczęście 8%) i do tego opłaty związane z prowadzeniem Start Upu. Pierwsze zlecenie w miesiącu, to moje niewidzialne pieniądze. Pokrywają właśnie te koszty. To nie tak, że ja całą kwotę za ilustrację wkładam sobie do kieszeni. Ale to powinno być jasne, przecież pracownicy na etacie część swojej wypłaty też oddają państwu. Ech, ciężkie jest życie osoby pracującej legalnie.

No i na koniec, dlaczego postanowiłam podnieść ceny? Bo hej, w końcu jestem tą dziewczyną, która miała dwie wystawy na Tajwanie (i nie tylko na Tajwanie), jest doceniana i ma talent. Spojrzałam na swoje rysunki i doszłam do wniosku, że włożyłam serce w ich powstanie i w to by wyglądały tak, jak wyglądają w tej chwili. Są piękne (Monika, czyżbyś przestawała być skromną i niepewną siebie dziewczyną?)! Chcecie taniej? Możecie zamówić u kogoś bez nazwiska i własnego stylu, do czego oczywiście was nie zachęcam. Macie do tego jednak prawo. Ja wolę nosić trampki Conversa niż te za dwie dychy z bazarku. Inni nie widzą między nimi różnicy. Każdy jednak ma prawo do własnych wyborów.