Jutro chcę być lepsza

Nie odpowiadają mi zasady pracy w korporacjach, cele, coachingi z szefem, czy premie uznaniowe uzależnione od wyników, które często nie są uzależnione od wkładu pracy, a farta. Nie odpowiada mi presja sukcesu w dzisiejszych czasach. Nie odpowiada mi, że żyjemy w wielkim Big Brotherze, na własne życzenie publikując wszystkie chwile swojego życia w internecie.

Gdy byłam młodsza, nie wiedziałam, że w przyszłości dorosłość będzie oznaczać dla mnie tyle co pragnienie spokojnego życia, marzenie o pracy w małej kawiarence lub bibliotece, nawet jeśli pensja w nich nie byłaby wyższa niż średnia krajowa. Nie wiedziałam, że zbliżając się do trzydziestki nie będę już imprezować do rana i że nie będę chciała przyjaźnić się z każdą napotkaną osobą. Nie myślałam, że bycie asertywną jest w zasadzie łatwe i oznacza szacunek do samego siebie. Nie miałam pojęcia, że dorosłość to nie tylko liczba lat, stała praca i rodzina. Moja dorosłość, to ta sama ja, tylko nieco mądrzejsza.

Kilka lat temu postanowiłam zaprojektować swoje życie, tak by było komfortowe. Chciałam robić to co kocham i czerpać z tego satysfakcję. Dobrze, że już wtedy, mimo że żyłam marzeniami, wiedziałam, że nic nikomu nie spada z nieba. Na własnej skórze przekonałam się, że cel, najlepiej osiąga się pracując na niego każdego dnia. Nie śniłam o czerwonym dywanie, karierze. Nie liczyłam na sukces, który przychodzi od tak, zaraz, jutro, najpóźniej za dwa dni. Sukces, do którego dążą wszyscy, bo tak dzisiaj trzeba. Chciałam jednego – robić to, co wychodzi mi najlepiej. Rysować.

2018 vs 2020 rok – redraw mojej ilustracji

Marzę o lepszej kresce, dopracowanym stylu, znaczeniu moich rysunków, wystawach i publikacjach w prasie, czy książkach. Postanowiłam więc, że będę wstawać codziennie o 6, by po pierwszej kawie rysować. Czasami myślę o powrocie na studia, ale nie po to by mieć papierek, a po to by doszlifować warsztat, nauczyć się czegoś nowego. Chcę się rozwijać.

Pandemia dała mi w kość, więc pewnie niedługo zatrudnię się w jakiejś firmie. Może będę pracowała w zawodzie, ale w agencji, gdzie będę tworzyć w zupełnie nie moim, a narzuconym przez klienta stylu. A może będę pracować w sklepie z częściami samochodowymi. Kto wie? Jednego jestem pewna – wracając na etat nie zrobię kroku w tył, bo ciągle idę naprzód. Może będę miała mniej czasu na czytanie książek i sen, będę bardziej zmęczona, ale to nie jest wysoka cena za stabilizacje i możliwość dalszego rozwoju. Przez ostatnie dwa lata zrobiłam duży progres, więc nie przeraża mnie chwilowy zwrot akcji. Pewnie dlatego że widzę postępy, wiem, że każde zadanie w życiu czegoś mnie uczy. I jestem z siebie cholernie dumna. Bo gdybym te dwa lata temu nie powiedziała sobie, hej Monika, weź się w garść, a może w końcu po tym jak zrobisz dobre portfolio, jakieś wydawnictwo zaprosi cię do współpracy, a za jakiś czas klienci sami będą do ciebie pisać, to pewnie nadal czekałabym na oklaski, nie robiąc nic, oprócz mówienia o tym, że chcę być kimś. Może nie osiągnęłam nic spektakularnego, ale jestem teraz dokładnie w tym miejscu, w którym zawsze chciałam być. Wiem też, że znajduję się w tym miejscu tylko dzięki sobie i swojej ciężkiej pracy.

Kiedyś, a może nawet jeszcze nie tak dawno, chciałam być częścią świata, którego nie lubię. Świata, w którym liczy się ilość lajków pod zdjęciem na Insta. Świata, w którym jeśli nie dostałeś awansu w korpo, nie prowadzisz rentownego biznesu, albo nie masz szalonej pasji, a do kumpli nie dzwonisz z flagowego modelu telefonu, to jesteś tylko sympatyczną koleżanką, z którą nie ma o czym gadać. Dziś wolę być częścią swojego świata, nawet jeśli piątkowe wieczory spędzam w domu z dobrą książką. Nie chcę pustych znajomości, związków, flirtu na Tinderze, tysiąca komentarzy pod zdjęciem z Paryża.

Jutro chcę być lepsza. Nie od ciebie, znajomych, sąsiadów, mijanych osób na ulicy. Jutro chcę być lepsza od siebie.