Abonent czasowo niedostępny

Jestem chyba najbardziej niezdyscyplinowaną osobą jeśli chodzi o pakowanie swoich gratów. Już trzeci tydzień przewalam ciuchy, książki i całą resztę swojego majątku z kąta w kąt. Część już wyprzedałam, cała reszta czeka na podział – te które zachowam i te które rozdam. Kilka moich koleżanek po krótkiej wizycie na kawę opuściło już moje mieszkanie z kartonami pełnymi drobiazgów, a ja mam wrażenie, że niczego nie ubyło. Moje rzeczy mnożą się i mnożą, mimo że niczego nie kupuję od miesięcy. 

Deadline na wyprowadzkę z Gdańska narzuciłam sobie sama na 1 lipca. Zostało zaledwie 10 dni, a ja nadal nie odmalowałam ścian (nie kupiłam nawet farb). Nie załatwiłam też kartonów do przeprowadzki, a co za tym idzie, nie wywiozłam swoich rzeczy do domu mojej siostry, gdzie utkną na jakiś czas na jej strychu. Nie znalazłam nawet lokatorów do swojego mieszkania (nie chcecie może zamieszkać w Gdańsku?). A co w tym wszystkim najważniejsze… nie podjęłam decyzji, gdzie zamieszkam.

Tak, wyprowadzam się, ale nie wiem dokąd. To tak bardzo w moim stylu. Okej, trochę przekłamuję rzeczywistość. Wiem, w jakim kierunku pojadę, gdy zapakuję po brzegi swój samochód, a później ten samochód zostawię pod opieką mojego taty. Wiem, gdzie ruszę, ale nie będzie to miejsce docelowe. Będzie to tylko przystanek. 

Jeszcze miesiąc temu byłam pewna, że wyląduję w Warszawie. Powiedziałam o tym moim najbliższym, mieszkającym w stolicy, a później… zaczęłam analizować za i przeciw i pomyślałam, że nie muszę ograniczać się do Polski. Zrozumiałam, że nie chcę mieszkać w kraju, w którym polityka uderza w sprawy związane z moją macicą, wiarą i płcią osób, które kocham. No i jeszcze ta inflacja. Po wyborach pewnie mnie już tu nie będzie. Chociaż biorąc pod uwagę prędkość, z jaką selekcjonuję swoje rzeczy, tak by zmieściły się w jedną walizkę, wyjadę długo po nich. Nie pojadę też do mojej drugiej (wybranej) ojczyzny, czyli na Węgry. Tam wcale nie jest lepiej. 

Jestem młoda, nie mam dzieci, mówię po angielsku, mam pracę zdalną, talent i nie boję się wyzwań, czy ciężkiej pracy. Dlaczego mam stać w miejscu, czy jak to powiedziała moja mama, żyć w stagnacji? Myślałam o tym dużo i doszłam do wniosku, że… to najwyższy czas spełnić swoje największe marzenia. Marzenia o odkrywaniu siebie i świata. Nic mnie przecież nie trzyma w miejscu, w którym jestem. Nie wiem dokąd los mnie zaprowadzi, gdzie się zatrzymam na chwilę, a gdzie na dłużej. Grunt, że w końcu znalazłam w sobie odwagę, by wcielić w życie plan, który tkwił w mojej głowie od dłuższego czasu. Już się nie boję.

W jednym z ostatnich wpisów pisałam, że chcę wrócić na etat. To się nie zmieniło. Pragnę stabilizacji finansowej, owszem. I wiem, że to jest do zrobienia. Nie tylko w Polsce. Poznałam już życie w wygodnym mieszkaniu, w pięknym Gdańsku, z pracą na wyciągnięcie ręki i nie sprawiało mi radości. A co jeśli mój plan się nie powiedzie i zatęsknię za krajem, wygodą mówienia w ojczystym języku i łatwością znalezienia zatrudnienia? Wrócę.

Może podświadomie spowalniam proces wyprowadzki, bo Gdańsk w wakacje jest wyjątkowo urokliwy i znośny? Może pasują mi tłumy turystów, wśród których mogę udawać, że nie jestem stąd, że nie wiem, co jest za jedną z uliczek, w kierunku których zmierzam? W końcu nieznane zawsze było dla mnie najbardziej pociągające, stąd moje uwielbienie do zmian otoczenia, podróży w pojedynkę i poznawania świata. 

Dlaczego piszę o tym na blogu? W końcu to mocna prywata, a chciałam unikać publikowania informacji o życiu osobistym w sieci. Po pierwsze, nie chcę odpowiadać na pytania Gdzie się wyprowadzasz? Gdzie jedziesz? Jestem pewna, że moja odpowiedź będzie niezmiennie brzmiała: nie wiem, oby jak najdalej. Po drugie, to co będzie się teraz działo w moim życiu z pewnością zmieni charakter mojego bloga. Może zacznę publikować mniej, a może wręcz przeciwnie więcej? W końcu odkrywając nowe, zbiera się tyle wrażeń, że żal się nimi nie dzielić ze światem. No więc, nie zdziwcie się, jeśli dzwoniąc do mnie usłyszycie abonent czasowo niedostępny.

P.S. Nie jadę z plecakiem w podróż po Azji (to świetna opcja, ale nie dla mnie na ten moment). Jadę żyć i pracować w innych państwach, by poznać ich kulturę, być ich częścią. Może niebawem napiszę do was z moich wymarzonych Włoch, a może z Hiszpanii? Trafię na Wyspy, albo do Niderlandów? A może za dwa miesiące będę znowu w Polsce? Kto to wie?